Cytat z piosenki Marka Grechuty, który stał się tytułem tego artykułu dobrze wyraża to, nad czym człowiek zastanawia się całe swoje życie, bo pytanie o wiarę chyba od zawsze nurtowało człowieka. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Człowiek zawsze będzie szukał sensu tego, co robi. Robi dobro to odczuwa wewnętrzną satysfakcję i radość. Jeśli czyni zło to i tak będzie się starał znaleźć wytłumaczenie swojego zachowania, żeby tylko do końca nie nazwać rzeczy po imieniu i nie przyznać się przed sobą samym, do popełnionego czynu.
Rozważania na temat wiary nurtują człowieka zwłaszcza wtedy, kiedy spotyka się on ze śmiercią, zwłaszcza najbliższych. Wtedy zazwyczaj pojawia się pytanie o to, co jest po zakończeniu ziemskiej przygody, co dzieje się z człowiekiem, kiedy dopełni ostatniego oddechu… Te wątpliwości ściśle i nierozerwalnie związane są z wiarą.
Pamiętam, kiedy na jednym z wykładów Ksiądz Profesor powiedział nam, że na dobrą sprawę to pogrzeb nie jest dla osoby zmarłej, ale dla żywych, którzy pozostają jeszcze tutaj na ziemi. Nie kryliśmy naszego zaskoczenia i zdziwienia takim postawieniem sprawy. Przecież pogrzeb, trumna, kwiaty, znicze to wszystko towarzyszy właśnie zmarłemu podczas jego ostatniej, ziemskiej drogi. Tymczasem sprawa ma się nieco inaczej. Pogrzeb ma umacniać wiarę żywych, tych, którzy przybyli, aby pożegnać drogą im osobę. Pogrzeb powinien wpływać na nich, aby zaczęli zmieniać swoje życie. Bo istotnie dopiero stając „oko w oko” ze śmiercią zaczynamy pytać samych siebie czy wierzymy i w co tak naprawdę wierzymy.
Nauka odpowie na wiele pytań, ale dojdzie do granicy, której nigdy nie przekroczy, za którą to granicą zaczyna się… wiara. Jeden z moich ulubionych autorów, wspomniany we wstępie- Marek Grechuta w piosence „Korowód” śpiewa dość ciekawe, przytaczane już słowa: „Kto pierwszy szedł przed siebie. Kto pierwszy cel wyznaczył. Kto pierwszy w nas rozpoznał, kto wrogów, kto przyjaciół (…) Wciąż niepewni siebie, siebie niewiadomi, pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu. Kto pierwszy został królem, a kto chciał zostać Bogiem. Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni…”.
Te słowa wydają się niesamowicie trafne, bo człowiek do ostatnich swoich dni będzie pytał siebie o najważniejsze sprawy swojego życia, w tym także o to, w co wierzył i czym żył, czy to co wyznawał miało jakiś wpływ na jego życie.
Czasami zastanawiam się nad smutnym życiem osób niewierzących. Bo tak je chyba trzeba postrzegać. Przeżyć 80 lat i skończyć jako pokarm dla robaków- marna wizja. Używać życia dopóki ono trwa- to jeden z najczęstszych argumentów przytaczanych przez ateistów. W sumie ciekawy motyw, ale ma jedno małe zastrzeżenie. To, czego używasz po jakimś czasie ci się znudzi. Podobnie i w życiu, seks czy inne przyjemności na początku mogą wciągać, ale później pozostanie tylko płacz nad zmarnowanymi w życiu szansami. Ci, którzy „wierzą w to życie” i jego przyjemności, przekłamują rzeczywistość, aby nie dopuścić do swojego serca myśli, że może być coś więcej…
Inaczej ma się rzecz z ludźmi wierzącymi w Boga. Kiedyś jeden z moich znajomych zapytał mnie: „Po co wierzyć? Przecież ludzie niewierzący mają w życiu lepiej i prościej, nic ich nie ogranicza.” Owszem, ale można albo żyć, albo przeżyć czyli „przewegetować”. W wierze chodzi o to, żeby życiu nadać jakość. To podobnie, jak z nauką języków obcych. Ich znajomość nie jest konieczna do życia, ale jeśli nauczysz się chociaż jednego z nich i spróbujesz rozmawiać z obcokrajowcem, poznawać jego kulturę i mentalność to wtedy twoje życie nabiera nowej jakości, odkrywasz nowe horyzonty.
Wiara pomaga nam dostrzegać sens w tym, co jest bezsensowne dla ludzi niewierzących. Dzięki wierze nasze postępowanie ciągle będzie zbliżało się do ideału, będzie ciągle lepsze, ale tej doskonałości tutaj nie osiągniemy. Dlatego wiara i jej wymagania jest piękna, bo pozostaje ciągle nienasycona, niespełniona do końca i dlatego nigdy się nie znudzi. Wierzyć to widzieć sens ciągłego dążenia do doskonałości, pomimo słabości czy upadków i pomimo tego, że poprzeczka często zaraz po naszym udanym skoku powędruje o kolejny centymetr wyżej. Dzieje się tak nie dlatego, żeby nas zniechęcić, ale żeby nas coraz bardziej motywować do pracy.
Warto zatem wierzyć w coś więcej niż ten świat i przeżycie na nim. Warto wierzyć, że Bóg ma dużo lepszy plan na nasze życie niż my sami. Warto wierzyć, bo wtedy przed oczami ma się ciągle cel do którego się dąży, ale którego teraz ostatecznie się nie zrealizuje, jednak pokonywanie kolejnych trudności w drodze do niego (a może lepiej Niego) daje wiele radości i po ludzku zadowolenia z siebie i swojej odpowiedzi na ułożenie swojego życia w zgodzie z planem Boga. Taka jest ta nasza wiara, której powinniśmy się trzymać jak zapalonej pochodni w nocy. Pozostaje nam tylko realizować jej wymagania a to już sprawa tylko dla lubiących mocne wrażenia przez całe życie.
dk. Bartosz Mrozek scj (Stadniki)


Zobacz nasze filmy




