wyzwanie

Założyciel Sercanów

Biografia w skrócie Miłośnik Eucharystii Społecznik Przymierze miłości Cud za jego wstawiennictwem

Zgromadzenie

Krótka historia Nasze miejsce w Kościele Habit Tekst ślubów

Charyzmat - duchowość

Cel zgromadzenia Dlaczego Sercanie Miłość i wynagrodzenie Kard. Wojtyła o charyzmacie

Formacja

Zakonnik, kapłan Postulat Nowicjat Seminarium Juniorat

Powołanie

Czym jest Jak je rozpoznawać? Informacje dla kandydatów

Sercanie z młodzieżą

Sercańskie Dni Młodych Rekolekcje Piesza Pielgrzymka

Sercanie - Polska i Świat

Oficjalny serwis w Polsce Nasze zaangażowanie Misje Inne kraje

Szczęśliwe oczy, które widzą

„Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.” (Łk 10, 23-24). Chyba trudno się dziwić, że Pan Jezus skierował te słowa do swoich uczniów. Bo i faktycznie widzieli oni wiele: uzdrowienia, wypędzanie złych duchów, byli i przy rozmnożeniu chleba, gdy to pięcioma chlebami Zbawiciel nakarmił kilka tysięcy osób. Ale na tym nie koniec – Apostołowie widzieli Jezusa jak słowem uciszał burzę, chodził po wodzie, rozkazywał wichrowi. Co więcej, przez ręce ich samych również dokonywały się podobne cuda, oni też rozkazywali duchom nieczystym, a te ich słuchały (Łk 10, 17). Faktycznie szczęśliwe ich oczy i uszy. Mogli jeść, spać, rozmawiać i nieustannie przebywać z Tym, który tak wielkich znaków dokonuje, z Tym, który jest Bogiem.

Wszystko to nabrało jeszcze rozpędu po Zmartwychwstaniu i zesłaniu Ducha Świętego. Opowiadają wszędzie i zawsze o tym, co „usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeli własnymi oczami, na co patrzyli i czego dotykały ich ręce” (por. 1 J 1, 1). A trzeba powiedzieć, że mają o czym opowiadać. Przecież byli świadkami tylu cudów zdziałanych przez Jezusa… Sam św. Piotr powie przed Sanhedrynem „my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4, 20).

Temat składania świadectwa o swoim osobistym widzeniu znaków i cudów dziejących się wokół Jezusa jest obecny szczególnie w księgach Pisma Świętego napisanych przez św. Jana. Jan Chrzciciel zobaczył Ducha zstępującego na Niego i daje świadectwo, „że On jest Synem Bożym” (J 1,33-34). Samarytanka uwierzyła, że Jezus jest Mesjaszem, bo wyjawił jej tajemnice jej życia (J 4, 39). Umiłowany uczeń wszedłszy do grobu w niedzielę po męce Pan i „ujrzał” płótna i chustę „i uwierzył” w Zmartwychwstanie Jezusa (J 20, 8). Znak, który dane jest doświadczyć, rodzi wiarę.

Pewnie dlatego apostoł Tomasz mówi: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w ręce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25). Tomasz domaga się znaku, aby uwierzyć. Jeśli znaku nie będzie, to apostoł się zarzeka, że nie uwierzy. I Jezus przychodzi i daje znak, pozwala włożyć palce w ranę po gwoździach i rękę w ranie po włóczni. Znak się dokonał, Tomasz uwierzył i wyznaje „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). I znów mamy ten schemat – doświadczenie znaku, który początkuje wiarę.

To, co jest w tekście Ewangelii najbardziej niesamowite, zapisane jest od razu po wyznaniu Tomasza. „Uwierzyłeś dlatego, że mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). Te słowa, są ostatnimi wypowiedzianymi przez Jezusa w pierwotnym zakończeniu czwartej Ewangelii. Jeśli wziąć Pismo Święte do ręki można zobaczyć, że po rozdziale 20, jest jeszcze rozdział 21, gdzie Zbawiciel mówi i to nie mało. O co więc chodzi? Pierwotna wersja Ewangelii kończyła się na rozdziale 20. Kolejny dopisany został nieco później. Jest on ciągle natchniony, został napisany z inspiracji Ducha Świętego, choć jest późniejszym dodatkiem. Słowa „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” są faktycznie ostatnimi słowami Pana w pierwotnej wersji dzieła umiłowanego ucznia. I dlatego są tak niezwykłe. Cała Ewangelia mówi o znakach, o cudach których dokonywał Jezus. W efekcie te nadprzyrodzone znaki wywoływały u innych wiarę. A tu, na zakończenie padają słowa „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Świat staje do góry nogami.

Błogosławieni ci, którzy uwierzyli nie widząc żadnego cudu. Błogosławieni ci, którzy wierzą, że Jezus jest Bogiem, choć Go nigdy nie widzieli na własne oczy. Błogosławieni ci, którzy wierzą, że w Eucharystii jest obecny Bóg, choć nigdy nie widzieli przemiany chleba w mięsień ludzkiego serca. Błogosławieni ci, którzy uwierzyli, że istnieje niebo, choć nigdy tam nie byli. I wreszcie błogosławieni ci, którzy uwierzyli, że za grzech grozi piekło, choć słyszeli o tym tylko od księży z ambony.

Bł. Jan Paweł II, gdy był w Turynie i modlił się przed Całunem, na temat tej cudownej relikwii powiedział, że niewątpliwie jest ona zapisem ludzkiego cierpienia. Widok tego cierpienia w uderzający sposób podobny jest do opisu męki naszego Pana. Istnieje nawet przypuszczenie, popartem dowodami, że ten Całun jest płótnem, w które owinięto Jezusa po Jego śmierci. „Lecz nawet gdyby się okazało, że Całun jest fałszywy, moja wiara nie dozna uszczerbku”. Papież mówi dalej, że Całun pomaga wierzyć, że opisy Ewangeliczne są prawdą, lecz nie na nim zbudowana jest wiara. Pobudza wiarę, ale nie jest jej źródłem. Na tym prostym przykładzie papież wyjaśnia rolę wszystkich znaków, cudów, relikwii, sanktuariów i miejsc pielgrzymkowych. Mogą one mieć tylko i wyłącznie rolę służebną, mogą wspomagać wiarę, ale nie ją budować. Mogą ją pogłębiać, ale nie mogą być jej fundamentem, bo jeśli znaki się skończą, to skończy się również i wiara.

Tak było w przypadku apostołów. Wszyscy – może z wyjątkiem Piotra – stracili w Ogrójcu wiarę i uciekli. Jezus przestał być Tm potężnym, więc oni się wiary wyparli, Piotr nawet trzykrotnie. Musieli otrzymać łaskę Ducha Świętego, aby dopiero wtedy ich wiara była głęboka i silna.

Powiem szczerze, że ja w swoim życiu miałem już okazję doświadczyć mocy działającego Boga. Widziałem znaki, które widzieli i Apostołowie. Mam koleżankę, która spadła z drzewa w wieku 10 lat i złamała kręgosłup, lekarze przepowiadali jej wózek inwalidzki do końca życia. Pojechała do znajomego księdza i poprosiła, by modlił się dla niej o zdrowie. Tydzień później mogła biegać. Mam kolegę, który w spowiedzi został uzdrowiony z długoletniego nałogu masturbacji i od tej pory żyje w czystości. Mam jeszcze jednego znajomego, którego przez długi czas kłuło coś w sercu, lecz nim zdążył się wybrać do lekarza podczas modlitwy na różańcu ból został całkowicie zabrany. Widziałem też niejedną spowiedź, po której penitent odchodził płacząc łzami radości. Znam ludzi, którzy na zimowe rekolekcje pojechali tylko dlatego, że stok narciarski był tańszy, a wrócili jako gorliwi chrześcijanie. Sam miałem też łaskę uczestniczyć raz w modlitwach o uwolnienie i widziałem jak zły duch krzyczał, gdy modliliśmy się nad zniewolonymi i opętanymi. Można powiedzieć, parafrazując słowa Jezusa, że szczęśliwe moje oczy, które to widziały. Bo i faktycznie szczęśliwym jest widzieć Boga okazującego swoją potęgę. Ale gdy minie tydzień i emocje opadną, to trzeba wierzyć, pomimo że się nie widzi. I prosić Ducha Świętego, by ciągle przymnażał wiary.

„Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” i „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Wiara nie może zatrzymać się na jakiejś pierwotnej euforii, nawet takiej wywołanej łaską widzenia cudu, bardzo dobrze przeżytą spowiedzią, poruszającym kazaniem księdza, czy pielgrzymką. Szczęśliwy, kto może tego doświadczyć, ale wiara musi iść dalej, musi się pogłębić i przejść przez mroki codzienności by nie pozostać tylko płytkim zachwytem. Czasami wierzący musi przestać widzieć cokolwiek z Bożego działania, aby łaska płynąca z wiary stała się prawdziwie jego udziałem, albowiem „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. 

dk. Jakub Kopystyński scj (Stadniki)



Newsletter

Dopisz swój adres e-mail aby otrzymywać wiadomości z naszej strony

Wideo

Zagadaj

Pobyt w klasztorze

Księga intencji

Pomoc powołaniom

Duszpasterstwo Powołań Księży Sercanów | stadniki@mlodzisercanie.pl
created by Duonet